Autor: Przemek

  • żeby głos klienta nie był użyty przeciwko niemu – hipokryzja w zarządzaniu produktami

    żeby głos klienta nie był użyty przeciwko niemu – hipokryzja w zarządzaniu produktami

    Wszystko co powiesz może być użyte przeciwko tobie – jedno z Praw Mirandy.

    Tworzymy produkty wartościowe, czy tylko takie, które się sprzedają? Coca-Cola sprzedaje się doskonale, ale trudno nazwać ją dobrodziejstwem. Czy clickbaitowe nagłówki to „lepszy” produkt, ponieważ Klienci spędzają tam więcej czasu?

    Jako Product Owner powinienem być głosem klienta. Polegam na narzędziach analitycznych, które rzekomo pokazują, co jest lepsze dla klientów. Testy A/B są uznawane za dowód. Pokaż liczby, mówią.

    Product owner Coca-Coli, który chcąc dać Klientom realną wartość podniósłby na zebraniu zarządu temat zaśmiecania planety plastikiem i prowadzenia do otyłości setek milionów ludzi zapewne uwolniłby swój potencjał na rynku pracy jeszcze tego samego dnia.

    To, co my nazywamy „głosem klienta”, w rzeczywistości jest jedynie kolejną dźwignią, którą wykorzystujemy, by osiągnąć nasze cele. Dział sprzedaży nie pyta, czy klient jest zadowolony – pyta, czy produkt się sprzedaje.

    P.

  • żeby inni bali się marnować twój czas – prawda o kalendarzu i produktywności

    żeby inni bali się marnować twój czas – prawda o kalendarzu i produktywności

    Przez lata myliłem zamieszanie z postępem. To błąd, w który wpada niemal każdy ambitny człowiek. Wydawało mi się, że jeśli mój kalendarz jest zapełniony, a e-maile latają, to znaczy, że jestem ważny i potrzebny.

    Dziś widzę to inaczej. Marnowałem jedynie zasób, którego nigdy nie odzyskam: czas.

    Iluzja kalendarza

    Pamiętam te momenty, gdy mając problem do rozwiązania, moim pierwszym odruchem było: zróbmy spotkanie. Szukałem luki w kalendarzu dla 5 osób. Znajdowałem ją za 9 dni. Czułem satysfakcję, termin zaklepany, sprawy idą do przodu – myślałem.

    W rzeczywistości właśnie oddawałem kontrolę nad swoim zadaniem w ręce przypadku (i kalendarza). Pozwalałem, by mój projekt leżał martwy przez ponad tydzień.

    Zrozumiałem, że czekanie na idealny termin to forma kapitulacji. Dziś wolę wysłać jedną precyzyjną wiadomość i zamknąć temat.

    Perfekcjonizm ze strachu

    Kiedyś potrafiłem spędzić trzy dni na tworzeniu dokumentacji. Rysowałem diagramy, dobierałem fonty, polerowałem każde zdanie. Wmawiałem sobie, że to dbałość o jakość i profesjonalizm.

    Wysyłam w końcu swoje dzieło sztuki. Odpowiedź przychodzi po 15 minutach: Dzięki, ale mamy już do tego bibliotekę, robiliśmy to rok temu.

    Teraz wiem, że to był zwykły strach. Bałem się oceny, więc chowałem się za perfekcjonizmem próbując zasłonić brak pewności siebie liczbą slajdów.

    Aktywnie nic nie robię

    Nadal zdarza mi się zrobić te błędy. Piszę to jako ktoś, kto sam wpadł w pułapkę kultury zapierdolu i chciał się z niej wydostać. Zrozumiałem, że bycie zajętym to często ucieczka przed trudnymi decyzjami.

    Czekanie na zielone światło, na zebranie wszystkich w jednym pokoju, na oklaski – to wszystko były formy oddawania władzy nad sobą, zrzucanie odpowiedzialności na innych.

    Nowy rok, no i co z tego?

    Zbliża się koniec roku. Kiedyś w tym okresie robiłem listy rzeczy, które chcę dodać do swojego życia, by czuć się lepszym.

    W tym roku robię odwrotnie. Zastanawiam się, co mogę odjąć.

    Z jakich spotkań mogę zrezygnować? Gdzie przestałem generować postęp, a zacząłem tylko generować zamieszanie?

    Zacznij szanować swój czas tak, by inni bali się go marnować.

    Do przeczytania.